Magazyn Światłoczuły

fotografia testy chwile…

O mnie

Fotografią – zarówno analogową, jak i w ogóle – zainteresował mnie mój ojciec. Była druga połowa lat siedemdziesiątych. Ojciec nie był fotografikiem. Był po prostu fotografem amatorem, takim utrwalaczem chwil w formacie 10×15. A że potrafił to robić sam – czyli wywoływać zdjęcia samodzielnie – często uprawiał ten proceder. Fotografował wszystko: wesela, śluby, komunie, okazjonalne rodzinne strzały. W naszym domu zawsze było dużo zdjęć, dużo slajdów ORWO, niezliczone stosy czasopism typu „Foto” i podobnych. To był jego świat – po pracy w fabryce samolotów.

Autor Magazynu Światłoczuły w dzieciństwie
Rok c.a 1975/76 - Kuchnia - ciemnia ( skan ze slajdu ORWO )

Ojciec miał prawdziwą wkrętkę w fotografowanie. Zenity, Pentacon Six, Starty… Całe noce spędzał w kuchni przy zasłoniętych oknach i kocu zarzuconym na drzwi. To była jego ciemnia.

Kiedyś zabrał mnie tam ze sobą. Wywoływaliśmy zdjęcia z przedszkolnej zabawy. Magia pojawiającego się negatywu, a potem odbitek robionych na powiększalniku Krokus zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Wsiąkłem. Kilka miesięcy później dostałem swój pierwszy prawdziwy aparat na film. Była to Smiena 8. Nie potrafiłem jeszcze komponować, budować kadru ani ustawiać wszystkiego jak należy. Ale byłem dumnym posiadaczem Smieny. Potem poszła pierwsza rolka czarno-białego ORWO, potem druga… i tak oto wsiąkłem na dobre.

Ojciec autora z dzieckiem
Z ojcem, rok c.a 1975/76, (skan ze slajdu ORWO)

Pod koniec lat siedemdziesiątych, za sprawą zbiegu okoliczności ( ktoś nagle zachorował ), ojca wydelegowano w delegację do Tokyo w Japonii – mimo że nigdy nie uczestniczył w żadnych partyjnych strukturach. Po kilku miesiącach pobytu przywiózł stamtąd Konicę C35 EF. To był aparat zupełnie inny od Smieny, od Starta, od Zenita, od Pentacona Sixa. Lekki, mały, mimo strefowego ostrzenia robił naprawdę fajne zdjęcia. Po kilku latach dowiedziałem się, że tego samego modelu używał Andy Warhol. I tak oto Konica C35 EF którą notorycznie pożyczałem od ojca stała się moim notatnikiem, zapisywaczem chwil. Chciałem być taki jak ojciec. Chciałem potrafić robić to wszystko sam – choć procesu chemicznego wywoływania zdjęć długo jeszcze nie opanowałem.

Andy Warhol z aparatami Konica C35 EF i Polaroid
Andy Warhol z aparatami Konica C35 EF i PolaroidThe Andy Warhol Foundation for the Visual Arts

Pamiętam, jak w niedzielne wieczory mama rozwieszała na ścianie białe, wykrochmalone i wyprasowane prześcieradło, a ojciec wyświetlał slajdy z rzutnika Krokus. Japonia, Bułgaria, jakieś jego delegacje, wspólne wakacje, pobyty u babci. To było lepsze niż obecne kino w 4K na Netflixie. Pomimo tego, że obrazy były nieruchome, była w tym jakaś magia. – widziałem często, jak ojciec fotografował to, co teraz oglądaliśmy na mizernej jakości materiałach ORWO. To było magiczne.

Fotografowałem z przerwami, a raczej może nie używajmy słowa fotografowałem tylko „pstrykałem zdjęcia” Gdzieś pod koniec szkoły podstawowej zarzuciłem owo pstrykanie rzecz innych fascynacji – znaczków, kapsli i podobnych skarbów. Aż nastały lata dziewięćdziesiąte. Zamarzyłem o pierwszym „poważnym” aparacie – lustrzance Minolta 505si. Był rok 1997 albo 1998. Od tamtej pory jestem wielkim fanem utrwalania chwil, tych ulotnych ułamków sekund które można zapisać na światłoczułym negatywie i nie tylko… O tym właśnie będzie traktował ten blog, o zapisie chwil…. a przy okazji będze trochę aparatów z mojej kolekcji , szkieł, skanerów, i….. a z resztą zobaczę co przyniesie czas.

Zapraszam do lektury.

A co ja właściwie robię na co dzień? Zajmuję się coachingiem, neurolingwistycznym programowaniem, psychologią. Prowadzę szkolenia, sesje, warsztaty. Jestem właścicielem wydawnictwa Mediteusz, zawodowym lektorem czytającym filmy, reklamy, audiobooki. Publikuję podcast i jestem ogólnie szczęśliwym człowiekiem. Zapraszam cię na mój niezwiązany z fotografią kanał https://youtube.com/@mediteusz albo na stronę mojego wydawnictwa https://wiedza.mediteusz.pl