Magazyn Światłoczuły

fotografia testy chwile…


MAGAZYN ŚWIATŁOCZUŁY#analogiem04

Analog

Olympus mju-II – mały, ostry i nieśmiertelny kompakt

Od kilku lat chciałem sprawdzić, skąd ten hype na tę plastikową małpkę. A że mam krótki lont co do aparatów, pewnego wieczoru powiedziałem sprawdzam jednocześnie klikając kup teraz.

Olympus mju-II – mały, ostry i nieśmiertelny kompakt

Wnioski:…? Są aparaty, które po prostu się lubi. I są takie, które z czasem zaczyna się kochać. Olympus mju-II należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Mały, lekki, niemal niewidoczny, a jednocześnie uzbrojony w bardzo dobry jak na małpkę obiektyw.

Krótka historia

Olympus wypuścił mju-II w 1997 roku jako następcę pierwszego modelu z serii µ[mju:]. Seria ta była odpowiedzią japońskiego producenta na rosnące zapotrzebowanie na proste, niezawodne i naprawdę kieszonkowe aparaty. W latach dziewięćdziesiątych kompaktów było pełno, ale większość miała ciemne zoomy i plastikową optykę. Olympus poszedł inną drogą: stały, jasny obiektyw 35 mm f/2.8, sprawny autofokus i uszczelniona obudowa odporna na zachlapania.

Za pierwotną koncepcją serii µ stał Yoshihisa Maitani – konstruktor i projektant, który wcześniej stworzył dla Olympusa aparaty Pen, OM-1 i XA. W µ rozwinął filozofię kieszonkowego XA: aparat miał być mały, lekki, prosty w obsłudze i na tyle wygodny, by zawsze mieć go przy sobie. Stąd charakterystyczna opływowa obudowa „Wave Style” oraz przesuwana osłona obiektywu, która jednocześnie chroniła soczewkę i włączała aparat.

Seria wystartowała w 1991 roku od pierwszego µ[mju:] ze stałym obiektywem 35 mm f/3.5. Rok później pojawiła się wersja Panorama, a następnie rodzina zaczęła rozrastać się o modele z zoomem. W 1997 roku zadebiutował mju-II – mniejszy, lżejszy i odporny na zachlapania, z jaśniejszym obiektywem 35 mm f/2.8, sprawniejszym autofokusem i szybszą migawką. Kolejne odmiany rozwijały głównie zakres zoomu, automatykę i odporność na pogodę; w 2002 roku pojawiła się generacja mju-III, a później nazwę µ przeniesiono także na cyfrowe kompakty Olympusa.

Aparat okazał się wielkim sukcesem. Sprzedano około 3,8 miliona egzemplarzy. Dziś, prawie trzydzieści lat później, mju-II cieszy się kultowym statusem wśród fotografów analogowych. Ceny używanych egzemplarzy rosną, a na forach i grupach wciąż pojawiają się pytania: „czy naprawdę jest aż tak dobry?”. Odpowiedź jest prosta – tak.

mju-I kontra mju-II

Pierwszy model z serii – Olympus µ[mju:] (mju-I) – pojawił się w 1991 roku. Miał obiektyw 35 mm f/3.5, był trochę większy i cięższy, a jego optyka, choć przyzwoita, nie dorównywała temu, co przyszło sześć lat później. Brakowało mu też solidnego uszczelnienia przed wilgocią, a autofokus i pomiar działały mniej pewnie.

mju-II to wyraźny krok do przodu. Dostał jaśniejszy i ostrzejszy obiektyw 35 mm f/2.8 (cztery elementy zamiast trzech), lepszy wielowiązkowy autofokus, szybszą migawkę (do 1/1000 s zamiast 1/500 s), tryb punktowy oraz prawdziwą odporność na zachlapania. Jest też mniejszy i lżejszy. Właśnie te różnice sprawiły, że to model II, a nie pierwszy mju, stał się legendą. mju-I jest dziś raczej ciekawostką historyczną, podczas gdy mju-II wciąż jest aktywnie używany i poszukiwany.

Warianty, kolory body i optyka.

W rodzinie mju-II trzeba rozróżnić dwie główne linie:

1. Wersja ze stałym obiektywem (ta kultowa)

  • Olympus µ[mju:]-II / Stylus Epic – obiektyw 35 mm f/2.8 (4 elementy w 4 grupach)
  • Dostępna w kolorach: czarny, srebrny (chrome)
  • Limitowane edycje: m.in. burgundy Limited (1998), szampańskie, złote i inne specjalne wykończenia
  • Wersje z datownikiem: QD (Quartz Date) – nadruk daty na kliszy
  • To właśnie ta wersja ze stałym 35 mm f/2.8 jest poszukiwana, droższa i uważana za najlepszą

2. Wersje zoom

  • µ[mju:]-II Zoom 80 / Stylus Epic Zoom 80 – obiektyw 38–80 mm f/4.5–8.9
  • Często wyposażona w funkcję Panorama (przełącznik, który zasłania górną i dolną część klatki, tworząc format panoramiczny na standardowym filmie 35 mm)
  • Inne zoomy z rodziny (np. Zoom 115, Zoom 140) miały jeszcze dłuższe zakresy, ale optycznie były wyraźnie słabsze

Zoomy są tańsze i łatwiej dostępne, ale optycznie nie dorównują stałemu 35 mm f/2.8. Mają ciemniejszą jasność, więcej aberracji i częściej psują się mechanizmy zoomu. Kult i wysokie ceny dotyczą prawie wyłącznie wersji ze stałym obiektywem 35 mm f/2.8.

Dlaczego właśnie 35 mm okazało się najlepsze? Bo to naturalny kąt widzenia – bliski temu, jak widzi ludzkie oko. Nie jest ani zbyt szeroki, ani zbyt wąski. Idealnie sprawdza się na ulicy, w codziennych sytuacjach, przy portretach środowiskowych i zwykłych rodzinnych kadrach. W połączeniu z jasnością f/2.8 daje rzadką w kompaktach elastyczność: można fotografować w słabszym świetle bez natychmiastowego włączania lampy i jednocześnie zachować przyjemną głębię ostrości.

Jak wygląda i jak jest zbudowany

Olympus mju-II trzymany w dłoni – widok z przodu
Olympus mju-II – widok z przodu, zdjęcie własne

Obudowa jest plastikowa, ale bardzo dobrze spasowana. Charakterystyczna „muszla” (clamshell) – po przesunięciu osłony obiektywu aparat się włącza, a obiektyw wysuwa. To rozwiązanie, które działa bezbłędnie i chroni soczewkę lepiej niż osobny dekel. Wymiary to zaledwie 108 × 59 × 35 mm, a waga bez baterii wynosi około 135–145 gramów. To jeden z najlżejszych pełnoklatkowych kompaktów, jakie kiedykolwiek powstały.

Na górze znajdziemy tylko spust i małe okienko LCD z licznikiem klatek. Z tyłu kilka przycisków do trybów lampy, samowyzwalacza i (w wersji z datownikiem) ustawiania daty. Wszystko jest proste, intuicyjne i zrobione tak, żeby nie przeszkadzało.

Olympus mju-II trzymany w dłoni – widok z tyłu
Olympus mju-II – widok z tyłu, zdjęcie własne

Parametry techniczne (wersja stała 35 mm f/2.8)

  • Obiektyw: stały Olympus 35 mm f/2.8 (4 elementy w 4 grupach), wielowarstwowo powlekany
  • Zakres ostrzenia: 0,35 m – nieskończoność
  • Autofokus: aktywny wielowiązkowy z możliwością blokady ostrości
  • Migawka: elektroniczna, od 4 sekund do 1/1000 s
  • Przysłona: od f/2.8 do f/11
  • Pomiar ekspozycji: automatyczny (2-strefowy) + tryb punktowy (spot)
  • Zakres ekspozycji: EV 1–17
  • Czułość: automatycznie z kodu DX (ISO 50–3200)
  • Lampa błyskowa: wbudowana, zasięg ok. 4,1 m przy ISO 100
    Tryby: auto, redukcja czerwonych oczu, wymuszony, wyłączony, nocny (slow sync)
  • Zasilanie: jedna bateria litowa CR123A
  • Odporność: uszczelniona, odporna na zachlapania (weather-resistant)
  • Samowyzwalacz: 12 sekund
  • Automatyczny naciąg i przewijanie filmu

Jak się nim fotografuje

To jest właśnie ten aparat, który bierze się ze sobą zawsze. Nie myślisz o ustawieniach. Otwierasz muszlę, pół-naciskasz spust, czekasz na potwierdzenie ostrości i klikasz. Autofokus jest szybki i pewny. Obiektyw jest zaskakująco ostry już od pełnego otwarcia – kontrasty są przyjemne, a winietowanie minimalne. Przy f/2.8 w słabym świetle daje sobie radę znacznie lepiej niż większość ówczesnych kompaktów z ciemnymi zoomami.

Warto wspomnieć o ukrytej funkcji spot. Po jednoczesnym naciśnięciu dwóch przycisków z tyłu aparatu włącza się tryb punktowego pomiaru światła i punktowego ostrzenia. W trudniejszych sytuacjach – pod światło, przy mocnych kontrastach – pozwala to precyzyjniej złapać ekspozycję i ostrość na wybranym motywie. Nie jest to coś, z czego korzysta się codziennie, ale dobrze wiedzieć, że taka opcja istnieje.

Lampa błyskowa bywa trochę zbyt chętna do odpalenia, ale da się ją wyłączyć. Tryb nocny (slow sync) pozwala na ładne zachowanie tła przy długich czasach. Aparat lubi się też z czarno-białymi filmami – ostre, kontrastowe, z charakterem.

Ładowanie filmu jest proste – wrzucasz kasetę, zamykasz klapkę, aparat sam naciąga. Przewijanie też automatyczne. Bateria CR123A trzyma długo, zwłaszcza jeśli nie nadużywasz lampy.

Idealny do kieszeni – notatnik codzienności

mju-II nie jest aparatem do rozkminiania ustawień. Nie ma pokręteł, nie ma trybów manualnych, nie zmusza do myślenia o technice. To typowa małpka fotografowanie którą ogranicza się do 3 czynności. 1) Właczenie aparatu, 2) kadrowanie, 3) naciśnięcie spustu. I właśnie w tym tkwi jego siła. To idealny kieszonkowy notatnik do zapisywania zwykłego życia. Wyciągasz go z kieszeni, klikasz i wracasz do rozmowy. Nie musisz niczego ustawiać, nie tracisz chwili na zastanawianie się nad ekspozycją czy ostrością.

Dlatego tak dobrze sprawdza się w codziennym użyciu – na spacerze, przy kawie, podczas rodzinnych chwil, w drodze do pracy. Aparat znika, a zostaje tylko moment. Po dłuższym noszeniu zaczyna się go traktować jak przedłużenie ręki. Rano wkładasz do kieszeni kurtki, wieczorem wyjmujesz, a w międzyczasie zbiera się cała rolka prawdziwych, nieustawionych kadrów.

W dzień, w nocy, na ulicy i w domu

W dzień mju-II po prostu znika. Jest tak mały i dyskretny, że ludzie prawie go nie zauważają. Na ulicy sprawdza się świetnie – szybki autofokus, ostry obiektyw i naturalny kąt widzenia 35 mm pozwalają chwytać sytuacje bez kombinowania. Nie trzeba nic ustawiać, wystarczy podnieść aparat i kliknąć. To właśnie dlatego tak wielu fotografów ulicznych trzyma go w kieszeni jako „zawsze gotowy” aparat.

W nocy i w słabym świetle jasny obiektyw f/2.8 daje wyraźną przewagę nad większością ówczesnych kompaktów. Można fotografować bez lampy dłużej, niż by się wydawało. Gdy już trzeba użyć błysku, tryb nocny (slow sync) pozwala zachować atmosferę tła zamiast płaskiego, czarnego nieba. Lampa bywa zbyt chętna, ale po kilku filmach człowiek uczy się ją wyłączać i zostawiać tylko wtedy, gdy naprawdę jest potrzebna.

Jako codzienny notatnik mju-II sprawdza się znakomicie. Rodzinne kadry, spacer z dziećmi, kawa na tarasie, przypadkowe spotkania – wszystko to da się zapisać bez myślenia o technice. Aparat nie wymaga uwagi, więc cała koncentracja idzie na moment.

Skąd się wziął hype na mju-II?

Jeszcze dekadę temu Olympus mju-II był po prostu tanim, plastikowym kompaktiem z lat 90., który leżał w szufladach, a jego ceny oscylowały w okolicach 250-500 zł. Nikt specjalnie się nim nie przejmował. A potem coś się stało.

Wraz z powrotem zainteresowania fotografią analogową (mniej więcej od połowy lat 2010.) ludzie zaczęli szukać małych, niezawodnych aparatów, które da się nosić zawsze przy sobie i które robią naprawdę dobre zdjęcia. Okazało się, że mju-II spełnia trzy warunki, które rzadko idą w parze:

  • jest naprawdę kieszonkowy,
  • ma jasny, stały obiektyw 35 mm f/2.8 (a nie ciemny zoom),
  • i ten obiektyw jest po prostu ostry.

Większość ówczesnych kompaktów miała wolne zoomy f/4–5.6 i miękką optykę. mju-II wyróżniał się. Do tego dochodziły sprawny autofokus, przyzwoity pomiar i odporność na zachlapania. Zaczęto o nim pisać, pokazywać zdjęcia na Instagramie i YouTubie, a informacje rozchodziły się lawinowo. Zwykły plastikowy point-and-shoot stał się aparatem kultowym.

Dziś ceny dobrych egzemplarzy poszybowały w kosmos właśnie dlatego, że popyt znacznie przewyższył podaż sprawnych sztuk. Kila tygodni temu ( maj 2026 ) Nowy, nie używany egzemplarz w limitowanym kolorze ktoś kupił na ebay za równowartość 5250 zł!!! Wiele z nich przez lata leżało w szufladach, uszczelki się starzały, a naprawa nie zawsze jest opłacalna. Do tego dochodzi efekt „kultu” – skoro wszyscy o nim mówią i wszyscy go chcą, ceny rosną jeszcze bardziej.

Czy zasługuje na tę legendarność? Optycznie i użytkowo – tak. Czy jest wart obecnych cen?- NIE! Ale jak wiadomo dla wielu z nas cena … no cóż są rzeczy przy których cena jest nie ważna ☺

Co jest świetne

  • Wyjątkowo ostry i jasny obiektyw 35 mm f/2.8
  • Prawdziwa kieszonkowa wielkość i waga
  • Szybki, pewny autofokus
  • Odporność na deszcz i zachlapania
  • Prosta, intuicyjna obsługa
  • Kultowy status i wciąż rosnące uznanie

Co może przeszkadzać

  • Lampa czasem odpala zbyt chętnie
  • Brak ręcznego ustawiania ISO (tylko DX)
  • Plastikowa obudowa – nie ma w sobie „ceglanej” solidności klasycznych metalowych kompaktów
  • Ceny używanych egzemplarzy w dobrym stanie są już dość wysokie

Podsumowanie

Olympus mju-II to jeden z tych aparatów, które po prostu działają. Nie udaje czegoś, czym nie jest. Nie ma pokręteł, nie ma trybów manualnych, nie ma filozofii. Jest za to ostry obiektyw, szybki autofokus, odporność na pogodę i rozmiar, który pozwala nosić go zawsze przy sobie.

Jeśli szukasz małego, niezawodnego kompaktu na film, który robi naprawdę dobre zdjęcia i nie wymaga wnikania w ustawienia – mju-II wciąż jest jedną z najlepszych odpowiedzi. Prawie trzydzieści lat po premierze nadal potrafi zaskoczyć. Jeśli chesz mieć „kultowy” aparat, Twój portfel wytrzyma ceny …KUP TERAZ … żona/partnerka nie musi wiedzieć ☺

Kategorie: AnalogTestyTesty aparatów
Tagi: