Poranek na łąkach zawsze wygląda tak samo, a jednak nigdy nie jest taki sam. Wychodzę jeszcze przed wschodem słońca, kiedy powietrze ma zapach wody i ziemi.
Nie planuję wtedy kadrów. Idę przed siebie, pozwalając, żeby to miejsce decydowało. Czasem zatrzymuje mnie samotne drzewo, czasem słup telegraficzny.
Film w chłodzie poranka zachowuje się inaczej. Cienie są gęstsze, światła delikatniejsze, a kolory mają więcej odcieni szarości niż barw.
Kiedy słońce w końcu przebija się przez warstwę mgły, wszystko zmienia się w kilka minut. Warto wstać wcześniej, żeby je przeżyć.



